‘ Prywatne ’ Kategoria archiwum

Pomagać, czy nie pomagać, oto jest pytanie

09 grudnia 2011

Bloga założyłem z kilku powodów:

  • aby mieć coś swojego, bardzo prywatnego, na własnych i tylko własnych zasadach i co nie musi zarabiać na siebie
  • aby mieć miejsce gdzie mogę napisać o swoich wszystkich przemyśleniach, pochwalić się czymś, polecić coś, podzielić się czymś z innymi
  • aby pomóc innym w problemach przez które sam przebrnąłem

Wszystkie cele zostały osiągnięte :) Problem sprawia mi jedynie ostatni podpunkt…

Lubię pomagać. Naprawdę. Muszę trzymać się jednak pewnych zasad bo inaczej pomoc odbywałaby się kosztem mojej pracy i moich dochodów z niej. Dlatego przyjąłem, że na sprawy związane bezpośrednio lub nawet pośrednio z wpisami na moim blogu odpowiadam TYLKO na blogu. Dlaczego?

Dlaczego nie przez komunikator? Bo wtedy rozmówcy wydaje się, że od chwili gdy się do mnie odezwał powinienem się skupić tylko i wyłącznie na jego problemie. Zasypie mnie setką pytań, sam nie zastanowi się nawet chwili nad rozwiązaniem bo przecież łatwiej napisać dwa zdania na GG i niech inny się głowi. Takie rozmowy ciągną się w nieskończoność, pytań przybywa i nie można się skupić na niczym innym.

Dlaczego nie przez e-mail? Ta droga komunikacji jest przyjemniejsza bo to ja decyduję kiedy zajmę się daną sprawą. Przy okazji wymaga trochę więcej wysiłku aby napisać sensowny e-mail co daje pewne szanse, że zgłaszający podjął chociaż małe próby samodzielnego rozwiązania problemu. Nadal jednak to nie jest najlepsza forma z prostej przyczyny: często przychodzi mi odpowiadać wielokrotnie na te same pytania.

Dlaczego komentarze? Bo z jednej strony skorzystanie z nich jest tak proste i szybkie jak z komunikatora a z drugiej wymusza zadanie sensownego pytania (a więc zastanowienie się nad problemem). Ja mogę na to pytanie odpowiedzieć w wolnym czasie. A co najważniejsze, odpowiedź widzą inni! I o to się tak naprawdę rozchodzi. Następny pytający być może przejrzy komentarze i tam znajdzie odpowiedź na trapiący go problem lub w ostateczności zada pytanie a ja go odeślę do gotowej odpowiedzi.

Na stronie Kontakt umieściłem wyraźny komunikat:

Masz pytanie związane z jakimś tematem, który poruszyłem na blogu? Pisz TYLKO w komentarzach. Jeżeli zignorujesz moją prośbę to bądź pewien, że ja zignoruję Ciebie.

I co? I… Musiałbym brzydko odpowiedzieć :) Oczywiście całe tabuny ludzi jakimś magicznym sposobem zupełnie nie dostrzegają tych dwóch zdań. Pewnie nawet jakbym sprawił aby ten napis migał to znalazłby się taki co akurat mrugał jak napis się pojawiał i dlatego go nie zobaczył…

Wylewam tu swoje żale bo po raz kolejny poświęciłem komuś czas, mimo, że zignorował moje prośby, nie uszanował mojej woli i nie zadał sobie trudu aby samemu poszukać rozwiązania. A na koniec nie usłyszałem nawet głupiego „dziękuję”. Nic, ani słowa. Tak jakby pomaganie było moim obowiązkiem.

W związku z tym, ogłaszam oficjalnie, że od teraz wprowadzam w życie zasadę z powyższego komunikatu. Do tej pory byłem wyrozumiały ale tym wpisem usprawiedliwiam się i oczyszczam swoje sumienie :) Chociaż wiem, że Ci na których narzekam i tak nie przeczytają tych słów :)

Ale żeby nie było tak nudnie i marudnie to napiszcie w komentarzach jak to jest z Wami? Często ludzie oczekują od Was pomocy gdy dowiadują się, że jesteście jakoś związani z IT? Jak sobie z tym radzicie?


Jak zostałem dziwakiem

20 lipca 2010

Straszny ze mnie dziwak. To zaczęło się już dawno i z każdym rokiem jest coraz gorzej.

Dziwak jestem bo nie piję alkoholu. I cham przy okazji! Bo kto odmawia na sławetne „ze mną się nie napijesz?!” ? Zupełny brak kultury z mojej strony. Mało tego. Ja nawet piwa nie piję. Raz na jakiś czas lubię jedynie napić się dobrego likieru czy wina. Dziwak. Albo baba!

Wstyd się w towarzystwie przyznać ale nie mam konta na Facebook. Ani na tysiącu innych portali społecznościowych. Przed linczem chroni mnie jedynie moje konto na nk.pl. Założone dawno, chyba ma się ku końcowi bo nie zaakceptowałem nowego regulaminu i złowieszczy komunikat straszy mnie konsekwencjami. Licznik znajomych skromny, większość patrzy na niego z politowaniem. Dodatkowo ostatnio mocno uszczuplony gdy zrobiłem czystki i usunąłem z listy konta ludzi z którymi już dawno nie utrzymuję kontaktu. Niektórzy się obrazili. Nie za to, że są mi co najmniej obojętni. Bardziej są wzburzeni tym, że tak pielęgnowana liczba znajomych na ich profilu przeze mnie się skurczyła.

Ostatnio jednak przeszedłem sam siebie. W ramach testu postanowiłem przez tydzień nie włączać telewizora. Ten krok spotkał się już z zupełnym niezrozumieniem rodziny i otoczenia. Napisałem „niezrozumieniem”? Nie… To był szok. Ludzie się patrzyli na mnie jak na wariata, nie wierzyli mi, byli przekonani, że robię sobie z nich żarty. Zupełnie jakbym im zakomunikował, że od dzisiaj przestaję oddychać. Reakcje były często tak ekstremalne, że od razu na myśl przychodziły mi najgorsze uzależnienia, alkohol, narkotyki. Niektórym autentycznie świat by się zawalił gdybym wyniósł im telewizor z domu…

Tydzień testu przebiegł bez problemu co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że telewizja (której i tak do tej pory oglądałem bardzo mało) nie jest mi do szczęścia potrzebna. Cały czas rozważam całkowite zrezygnowanie z abonamentu i zupełne wyłączenie tego pudła. Powstrzymują mnie jeszcze jedynie te 2 czy 3 godziny tygodniowo gdzie faktycznie można obejrzeć coś wartościowego i o normalnej porze.

Nie, nie jestem fanatycznym przeciwnikiem telewizji a moja rezygnacja z niej nie jest jakimś protestem. Potraktowałbym to bardziej jako praca nad samym sobą. Poziom nadawanych programów, wypowiadane „mondrości” przez osoby zapraszane do studia a także zmasowany atak debilnych reklam powoduje u mnie reakcje wymiotne i obawiam się, że dłużej tego wszystkiego nie zniosę. Telewizja publiczna wyciąga w moją stronę swoje łapy (abonament RTV) tłumacząc się realizowaniem misji programowej. Nikt mi jednak nie umie odpowiedzieć jaką misję spełnia nadawanie seriali, które swoim poziomem sięgają rynsztoku czy różnego rodzaju programów rozrywkowych gdzie karmi się ludzi wykreowanymi, między innymi właśnie przez telewizję, ćwierćinteligentami, skandalistami i pajacami. Te ciekawe, uczące programy oczywiście też są. Zaczynają się przeważnie po północy. W dzień nie ma dla nich miejsca, trzeba przecież ogłupić ludzi kolejnym odcinkiem „Mody na Sukces”.

To Wasza wina. Są Was miliony. Cieszyliście się gdy Frykowska pieprzyła się na ekranach Waszych telewizorów. Podskakujecie z radości gdy prostaki dzielą się z Wami swoimi najbardziej skrytymi i ohydnymi grzeszkami, dla sławy, pieniędzy, dla zysku. I będziecie wiwatować za każdym razem gdy klauny będą robić dla Was „szoł”. Podoba się Wam to i imponuje.

Nie macie autorytetów lub są nimi osoby wypromowane przez marketingowców. Wiedzę o ludziach, którzy coś sobą reprezentują czerpiecie nie z ich biografii a brukowców. O ile w ogóle wiecie o ich istnieniu bo w dzisiejszych mass mediach nie ma miejsca dla ludzi, którzy mają jakąś wartość. To się nie sprzedaje…

Jeżeli nawet między biernością i narzekaniem na wszystko i wszystkich bierzecie los we własne ręce, walczycie o coś, to i tak najczęściej jesteście marionetkami w rękach innych. Kolejny raz daliście się zmanipulować. Tylko Wam się wydawało, że robicie coś dla siebie. Robiliście to bo tak było na rękę innym.

Nie macie żadnych zasad i żadne zasady Was nie obowiązują. To przecież takie modne walczyć z systemem, Policją, ze wszystkimi. Paradoksalnie, dzięki tym samym zasadom macie swój chleb i swoje igrzyska. O regułach przypominacie sobie tylko wtedy gdy możecie coś na tym zyskać.

Jeżeli w Waszych oczach jestem dziwakiem to osiągnąłem swój cel. W tych chorych czasach udało mi się zachować normalność.


Góraszka 2009

08 czerwca 2009

Kto mnie trochę lepiej zna ten wie, że od zawsze jestem wielkim fanem lotnictwa (szczególnie wojskowego). W Góraszce jednak do tej pory nigdy nie byłem. Do wczoraj :)

Nie wiedziałem, że w Góraszce jest tylko lotnisko trawiaste. To tłumaczy dobór samolotów na pokazie. O ile się nie mylę to był tylko jeden samolot z silnikami odrzutowymi, MiG-29, który musiał przylecieć z Mińska Mazowieckiego (i raczej średnio się zaprezentował…). Cała reszta to starsze i młodsze konstrukcje oparte o zwykłe silniki spalinowe plus kilka śmigłowców i dwa szybowce.

Nie oszukujmy się, Góraszka to jedynie przedsmak tego co będzie się działo 29-30 sierpnia w Radomiu. Ale mimo wszystko miło było popatrzeć w to niedzielne, pogodne popołudnie na to jak piloci spełniają odwieczne marzenie człowieka – wznieść się w przestworza.

Poniżej trochę zdjęć. Nie są najlepszej jakości bo strasznie ciężko robi się zdjęcia pod słońce, z zoomem, na „czuja” (bo przeważnie ciężko było zauważyć samolot w kadrze). Zdjęć nie kadrowałem, wsadzam takie jakie wyszły :) Czytaj dalej »


Chomiki Roborowskiego

01 kwietnia 2009

Od kilku dni jestem szczęśliwym posiadaczem czterech chomików Roborowskiego :) Są to najmniejsze i jednocześnie (chyba) jedyne chomiki, które żyją w stadach dzięki czemu spokojnie można trzymać kilka osobników razem.

Mam cichą nadzieję, że pani w sklepie dobrze sprawdzała płeć (poprosiłem o cztery samice) ale gdyby jednak zaszła jakaś pomyłka to wstępnie przyjmuję już zamówienia na małe chomiki :D

W sieci można znaleźć wiele informacji na temat tych zwierzaków dlatego nie będę tego wszystkiego powtarzał. Napiszę natomiast, że chomiki te bardzo dużo śpią i nie hałasują. Przynajmniej te moje ;) Nigdzie nie mogłem znaleźć informacji na ten temat a to dość istotne bo śpię w tym samym pomieszczeniu w którym jest ich akwarium. Na szczęście się wysypiam :) Czytaj dalej »


ZOO we Wrocławiu

19 marca 2009

W sobotę zrobiłem sobie małą wycieczkę do Wrocławia ;) Kilka dni wcześniej koleżanka pochwaliła się zdjęciami z ZOO we Wrocławiu na których było akwarium morskie. Jako, że tzw. „solniczka” to moje marzenie to nagle nabrałem wielkiej ochoty aby przekonać się na własne oczy o pięknie rafy koralowej w akwarium :)

Tak swoją drogą to ZOO we Wrocławiu mocno się rozbudowuje. Ale ja i tak wolę to w Chorzowie, mam chyba jakiś sentyment…

Czytaj dalej »


Komputer moim hobby, narzędziem pracy czy nałogiem?

07 lutego 2009

Radzę aby każdy, kto spędza długie godziny przed komputerem zadał sobie podobne pytanie jak to zawarte w tytule. Ja zadawałem je sobie wielokrotnie, ostatnio kilka dni temu. I wyciągnąłem pewne wnioski.

O istnieniu czegoś takiego jak komputer dowiedziałem się po raz pierwszy od mojego brata. Ja, jeszcze kilkuletni brzdąc, on, już dorosły człowiek z rodziną (różnica wieku między nami to 15 lat). Przyjechałem któregoś razu w odwiedziny i mym oczom ukazała się czarodziejska maszyna Amiga 500 :) Niewiele o tym „czymś” wiedziałem ale nie przeszkadzało mi to aby natychmiast zacząć wiercić dziurę w brzuchu mamie i błagać „ja chcę komputer” :D

Commodore 64Na moją własną maszynę przyszło mi czekać rok, może dwa, może więcej. Już nie pamiętam. Dostałem na komunię (rok 1992) używane Commodore 64 :D Nie było to nic specjalnego. C64 było produkowane od 1982 roku. W 1993 weszły już pierwsze procesory Pentium, mój znajomy zagrywał się na swoim 486 a ja dalej siedziałem ze śrubokrętem w dłoni i ustawiałem głowicę w moim magnetofonie :D Ale bardzo miło wspominam te czasy :) Czytaj dalej »


Jest tysiąc!

13 października 2008

A co tam, pochwalę się :P Nie prowadzę tego bloga żeby się podniecać statystykami ale miło mi gdy widzę, że nie piszę sam dla siebie. W piątek została przekroczona magiczna liczba tysiąca odsłon jednego dnia :)

Dodam informacyjnie, że do tej pory (od wieczoru 17 lutego 2008 gdy uruchomiłem statystyki) blog miał już prawie 116tys odsłon i są 102 wpisy (łącznie z tym :P ), do których wystawiono 533 komentarze (a Akismet zablokował ponad 3,8tys komentarzy spamujących). Ile osób prosiło na GG o pomoc w związku z jakimś wpisem? Nie sposób zliczyć :P

Bardzo mi miło, że kogoś interesuje to co mam do powiedzenia/napisania i udaje mi się raz na jakiś czas komuś pomóc rozwiązać jakiś problem :)

PS
W statystykach nie są uwzględnione moje wejścia na blog :) A te niektóre skoki na wykresie to efekt małych problemów z serwerem :) Bywało, że blog nie był dostępny.


Paintball Tomaszów Mazowiecki

25 sierpnia 2008

Jeżeli czyta to ktoś z Tomaszowa lub okolic i chciałby spróbować zabawy w Paintball to zapraszamy do naszej grupy ;) Jest nas kilkanaście osób i spotykamy się dość regularnie (co niedzielę).

Nie masz pojęcia o zasadach, o wyposażeniu? Nic nie szkodzi. Wszystko Ci wytłumaczymy, doradzimy, pomożemy skompletować sprzęt itd. ;)

Koszt podstawowego zestawu to około 500zł. Od tej sumy już spokojnie możesz zacząć grać i dobrze się bawić ;) Wiek, płeć czy nawet kondycja nie mają znaczenia – każdy ma równe szanse i każdy spokojnie sobie poradzi ;) Czytaj dalej »


Paintball

19 lipca 2008

Paintballem zainteresowałem się już bardzo dawno temu. Ale to zainteresowanie ograniczało się tylko do czytania, oglądania sprzętu, filmów itd. Był to zbyt drogi i niedostępny sport w naszym pięknym kraju :) Przynajmniej dla mnie :)

Niespodziewanie jakieś trzy miesiące temu okazało się, że mój kolega zaczął się w to bawić. Miesiąc potem, trochę przypadkiem, byłem na pierwszej strzelance. I od razu złapałem bakcyla ;)

Teraz jestem pod koniec drogi kompletowania potrzebnego sprzętu. Trwałoby to znacznie krócej ale wybrałem marker, który jest u nas bardzo rzadki. Sprowadzenie go z USA to jakieś półtora miesiąca :/ Byłoby szybciej ale za oceanem ten sprzęt święci triumfy, nie nadążają z produkcją i musiałem czekać aż w ogóle go dla mnie zrobią ;)

Ale to już przeszłość, marker jest u mnie i jestem z niego bardzo zadowolony :) Jako początkujący, który dopiero co przedzierał się przez wszystkie informacje, nazewnictwo, skróty itd. postanowiłem, że stworzę listę rzeczy, które musiałem kupić. Inni będą mieli prostą ściągawkę.

Najważniejszy jest marker (potocznie klamka) czyli ten „karabin” z którego się strzela ;) Można wybrać coś bardziej podobnego do prawdziwej broni lub coś bardziej futurystycznego. Ja po dłuuuugich poszukiwaniach zdecydowałem się na niskociśnieniowy Bob Long Vice.

Czytaj dalej »


Szachy

24 czerwca 2008

Nigdy tego nie robię ale tym razem muszę zrobić wyjątek i się pochwalić ;) Albo raczej podzielić się z Wami moim szczęściem :P Ale zacznijmy od początku…

Jestem wielkim fanem królowej gier – szachów. Oczywiście gram amatorsko chociaż sądzę, że wychodzi mi to całkiem nieźle ;) Lubię szachy do tego stopnia, że będąc małym szkrabem przesiedziałem jedne wakacje przy szachownicy ucząc się taktyki od swojego starszego kolegi. Graliśmy dzień w dzień po kilka godzin aż wreszcie zacząłem z nim wygrywać (a gracz jest z niego nieprzeciętny i za naukę jestem mu bardzo wdzięczny).

Od tamtego czasu minęło wiele lat a ja przez ten czas grałem już bardzo rzadko. Nie było okazji, nie było ludzi do gry, czasami nawet nie było czym grać :) Moja miłość do szachów jednak nie umarła :D
Czytaj dalej »