Mój pech do zakupów przez Internet i firm kurierskich

31 marca 2007

Ostatnio często robię zakupy przez Internet. Szybciej, wygodniej, taniej, łatwiej. Siadam przed komputerem, czytam o plusach i minusach różnych produktów, następnie szukam najtańszego ale sprawdzonego sprzedawcy i klik. Kupione. Wszystko wygląda różowo prawda? Niestety albo ja mam pecha albo większość osób po drugiej stronie ekranu jest nieodpowiedzialna :/

Jakiś czas temu zamówiłem komputer. Internet to moja praca, męczyłem się na bardzo starym sprzęcie i nadeszła pora aby przesiąść się na coś co nie będzie mnie cały dzień wkurzało swoją powolnością. Pominę fakt, że gdy sprzęt do mnie dotarł to okazało się, że muszę go odesłać ponieważ nie da się na nim pracować (ciągle, losowo się resetował). Okazało się, że jest konflikt między tymi konkretnymi pamięciami a płytą główną (chociaż teoretycznie wszystko powinno być w porządku). To nie była wina sklepu. Nikt tego nie mógł przewidzieć. Pewnie go włączyli, ustawili coś w BIOS’ie, zobaczyli, że działa więc spakowali i wysłali. Dopiero gdy ja próbowałem zainstalować system to wszystko zaczęło się sypać… Ze spokojem zaakceptowałem kilkudniowy poślizg i z utęsknieniem oczekiwałem na dostawę już działającego komputerka :) Nagle telefon. Dzwoni brat. „Mariusz, właśnie przywieźli do mnie Twój komputer” ………….

Lepiej pominę opis mojej reakcji i wytłumaczę o co chodzi :] Otóż adres dostawy był do mnie (Tomaszów Maz.) ale faktura była wystawiona na mojego brata. Jakiś CYMBAŁ wysłał mój komputer 150km ode mnie bo pomyliły mu się adresy :/ Na dodatek Pan odpowiedzialny za kontakt ze mną stwierdził, że teraz przesyłka musi wrócić do Poznania (siedziba ich firmy) i następnie znowu ją wyślą już na poprawny adres. Dopiero po 20 minutach opieprzania przez telefon każdego kogo się dało łącznie z kierownikiem tenże stwierdził, że jednak da się przekierować przesyłkę tak aby trafiła bezpośrednio do mnie z pominięciem Poznania (mój brat jej nie odebrał więc firma kurierska zwróciłaby ją nadawcy). Na koniec dodam, że komputer, mimo tej całej historii, służy mi bezproblemowo do dziś.

Druga historia. Jestem jednym z tych szczęśliwców którzy pracują w domu :) Tworzę strony www a Internet daje nowe możliwości i w moim przypadku osobisty kontakt z pracodawcą nie jest konieczny. Czasami tylko wpadam na kilka godzin do Warszawy żeby załatwić jakieś sprawy (w poniedziałek jadę znowu do iTV, będzie kolejny wywiad :D ). Na początku przygody z moją nową firmą trzeba było na szybko załatwiać wszystkie formalności związane z moim zatrudnieniem. Wysłali więc do mnie kuriera z papierkami, podpisałem co trzeba i dokumenty miały z powrotem trafić do stolicy. Przypomnę, że bardzo nam się spieszyło… Co się okazało, przesyłka zginęła :] W MNI S.A. (tam pracuję) nikt jej nie widział, firma kurierska upierała się, że ją dostarczono. Powiadomiono nas, że formalności związane z wyjaśnieniem sprawy potrwają przynajmniej dwa tygodnie… Skończyło się na tym, że musiałem specjalnie jechać do Warszawy żeby podpisać kilka świstków :[

Miałem trochę gotówki więc postanowiłem, że lepiej ją w coś zainwestować niż trzymać tylko na koncie. Dałem się namówić wszędobylskim reklamom i postanowiłem, że pozwolę aby moimi pieniędzmi obracali specjaliści z Arki. Był to jeden z nielicznych przypadków kiedy reklamy mówiły prawdę, faktycznie ich wyniki spośród funduszy inwestycyjnych były najlepsze. Akurat zaplanowałem wyjazd do brata a chciałem szybko załatwić całą sprawę wiec zadzwoniłem do Arki i dogadałem się, że wszystkie papiery dostarczą mi właśnie na adres brata. No i dostarczyli. Weszła Pani listonosz, dała mi co trzeba, nie zdążyłem się odezwać a ona już zniknęła w półmroku klatki schodowej. Zrobiłem głupią minę, chwilę się zastanowiłem, otworzyłem kopertę i... Tak, dobrze pamiętałem. Pan przez telefon wyraźnie mówił, że mam podpisać co trzeba i oddać wszystko kurierowi (swoją drogą zastanawiam się czemu przyniosła to pracownica Poczty Polskiej skoro cały czas była mowa o kurierze). Pani już sobie poszła a ja zostałem z papierami, które teraz pewnie sam, na własną rękę, powinienem odesłać :[ Niestety mieszanka mojego lenistwa i gniewu wywołanego tą sytuacją spowodowała, że wszystko wylądowało w koszu :D Może to i lepiej bo po kilkudziesięciu dniach część tych pieniędzy musiałbym wypłacać, nowe mieszkanie trochę mnie kosztowało..

Właśnie. Nowe mieszkanie :) Wszyscy tak straszyli, że to tyle obowiązków, wydatków itd. tymczasem mieszkam już ponad dwa tygodnie i jestem bardzo zadowolony :) Byłbym pewnie jeszcze bardziej gdyby nie to, że... Zrobiłem spore zakupy przez Internet. Kupiłem laptopa (tego blaszaka o którym pisałem powyżej dostanie moja siostra a ja będę miał coś bardziej mobilnego z czym będzie można pojechać do klienta, na wczasy itd.), router WiFi (dzięki któremu mam Internet w całym mieszkaniu, nie potrzebuję kabli itd., sygnał dociera do komputera drogą radiową), kino domowe oraz telewizor LCD. Właściwie to zamówiłem dwa takie same telewizory, jeden dla siostry, drugi dla mnie. Niestety wszystko było zbyt piękne żeby było prawdziwe. Zadzwonił telefon i miły Pan oznajmił mi, że mają tylko jeden taki telewizor w magazynie więc poczekają jeden lub dwa dni na drugi i wyślą od razu oba. Mi to było właściwie obojętne, za przesyłkę płacą oni ale mogłem trochę poczekać. Kłopoty zaczęły się następnego dnia. Zadzwoniła jeszcze milsza Pani i stwierdziła, że zamówiony produkt czeka już na wysyłkę tylko jest dziwna sytuacja bo zapłaciłem dwa razy więcej niż powinienem. Po chwili rozmowy okazało się, że jakimś dziwnym trafem mają zapisane w systemie, że zamówiłem tylko jeden model (chociaż w e-mailu potwierdzającym zamówienie jak byk stoi "sztuk: 2"). Myślę sobie, nic to, pewnie mają jakiś drobny błąd. Pani obiecała załatwić sprawę i się rozłączyła a po chwili dostałem nowy e-mail potwierdzający zamówienie jednego egzemplarza telewizora LCD. Domyślam się, że skoro mieli zapisane, że chcę tylko jeden model to złożyli za mnie kolejne zamówienie na drugi. Tak żeby w bazie danych wszystko się zgadzało. Nie klikałem jednak w link potwierdzający bo nauczony poprzednimi wydarzeniami przewidywałem już, że coś będzie nie tak... Przecież kto wie czy nie znaleźliby zaginionego zamówienia i nagle by się okazało, że czekają już na mnie nie dwa a trzy egzemplarze... :] Mimo zapewnień, że wszystko jest OK otrzymałem jeszcze dwa telefony od różnych osób: „Telewizor jest już spakowany i czekamy tylko na Pana wpłatę”. Za każdym razem tłumaczyłem, że pieniądze już dawno są na ich koncie, przepraszali i mówili, że w takim razie wysyłają towar. W międzyczasie przyszedł pierwszy telewizor więc trochę uspokojony czekałem na moją nową zabawkę :) Niestety, na próżno. Po kilku dniach zacząłem się niepokoić, w końcu zadzwoniłem i dostałem informację, że paczka została wysłana a o datę dostawy mogę zapytać w firmie kurierskiej. Przed telefonem obawiałem się, że nadal mają coś poknocone i ciągle czekają na wpłatę więc teraz, skoro paczka już do mnie jedzie, postanowiłem spokojnie czekać. Nie trwało to jednak długo bo już następnego dnia zadzwoniłem do firmy kurierskiej :) To wszystko trwało zbyt długo, przeczuwałem, że coś jest nie tak. No i się dowiedziałem:
- Stwierdzono proszę Pana brak całkowity przesyłki.
- Że co stwierdzono? Jaki brak?
- Brak całkowity.
- Yyy.. No dobrze, moment. Tzn. że co?
- Pana paczka zaginęła.
Aaaaa!! :[ Jak można zgubić 37 calowy telewizor?? :[ Czy ja muszę mieć takiego pecha do kurierów? :[ Czy nie mogę czegoś zamówić i cieszyć się tym BEZ takich przygód? :[ Minął już ponad tydzień a ja nadal nie mam tego co zamówiłem i nie zanosi się na szybką zmianę :/ Pół biedy jeżeli się znajdzie. Odbiorę go i zapomnę o całej sprawie. Gorzej jeżeli go wcięło na amen. Wtedy pewnie poczekam dłuuugo na nową przesyłkę przy okazji psując sobie nerwy podczas kolejnych rozmów telefonicznych z pracownikami tego sklepu :/

Jestem przekonany, że wkrótce znowu przydarzy mi się coś podobnego i będę miał o czym pisać... :/ Z drugiej strony te przygody to tylko drobny procent wszystkich moich transakcji przeprowadzanych przez Internet. Trudno oprzeć się pokusie łatwych i szybkich zakupów skoro w tradycyjnym sklepie czeka na mnie ten sam produkt z ceną niekiedy o kilkadziesiąt procent wyższą (Za TV dałem 3 800 zł a w takim Media Markt był za jakieś 5 500 zł :] ). Jestem więc chyba, mimo wszystko, skazany na coraz częstsze kontakty ze sklepami Internetowymi i firmami kurierskimi. Pozostaje mieć nadzieję, że jakość ich usług będzie ciągle rosła. Czego Wam i sobie z całego serca życzę.

Ten wpis nie ma komentarzy... ale możesz być pierwszy

Odpowiedz



Podobne wpisy:
  • brak podobnych