Radom Air Show 2007

05 marca 2008

ŻelaznyMinęło już ponad pół roku od ostatnich pokazów lotniczych w Radomiu. Pół roku od momentu gdy na moich oczach zginęło dwóch ludzi…

Jestem wielkim fanem lotnictwa :) Dlatego staram się być co roku na tych największych pokazach w naszym kraju. Mam wiele fajnych wspomnień z lat poprzednich.

  • Widziałem wspaniałe popisy możliwości trzech samolotów startujących do przetargu czyli amerykański F-16, francuski Mirage 2000 i szwedzki Gripen.
  • Widziałem jak transportowiec Hercules leciał pionowo w górę z włączonymi tylko dwoma silnikami i z otwartym tylnim lukiem ładunkowym gdzie uwiesili za ręce i nogi jakiegoś „szczęśliwego” szeregowego, który radośnie sobie dyndał ;) Następnie maszyna pod bardzo dużym kątem podeszła do lądowania i w ostatniej chwili wyrównała lot przy włączonych „wstecznych” obrotach śmigieł lądując na dosłownie skrawku lotniska.
  • Miałem też przyjemność przyglądać się jak brytyjski Harier wykonuje manewr pionowego startu i odlatuje :)
  • Oprócz tego mogłem również podziwiać pokazy w wykonaniu wielu grup akrobatycznych. Należy tu przede wszystkim wymienić Red Arrows, Żelazny, Orlik, Biało-Czerwone Iskry czy Patrouille de France.

To wszystko to oczywiście tylko drobna część atrakcji jakie przez te wszystkie lata były serwowane w Radomiu. W powietrzu pojawiało się mnóstwo różnych maszyn, dużych, małych, o różnym typie napędu. Były też dziesiątki śmigłowców, szybowce i balony. Widziałem chyba wszystko co jest w stanie wzbić się w powietrze ;)

Najbardziej w pamięci utkwiła mi jednak sytuacja z F-16 w roli głównej :) Wkrótce miało się wyjaśnić kto wygra nasz przetarg na samolot wielozadaniowy i w pokazach uczestniczyli wszyscy trzej kandydaci. W powietrze wzbiła się amerykańska maszyna. Pokaz myśliwców przeważnie wygląda tak samo bo i nie za wiele można tu wymyślić. Przelot z minimalną prędkością, przelot z dużą prędkością (tuż przed barierą dźwięku której na pokazach nie wolno przekraczać), przelot na niskim pułapie, pionowe wzbijanie się na duże wysokości, pętle, beczki, pokaz zwrotności itd. itd. ;) W końcu samolot przemknął nad lotniskiem z dużą prędkością i nie zmieniając kierunku lotu zniknął gdzieś z lewej strony… Minęła dłuższa chwila, ludzie zaczęli się rozglądać a jego nadal nie ma. W końcu większość uznała, że to już koniec tej części pokazu i część zwróciła się ponownie w stronę lotniska wypatrując już nowej maszyny przygotowującej się do startu a reszta zabrała się z dużym zaangażowaniem za coś do jedzenia :) I wtedy, gdy już nikt się tego nie spodziewał, stało się najlepsze… :D

Przypomnę, że samolot przelatujący z dużą prędkością jest słyszalny w ostatniej chwili. Gdy taki myśliwiec przelatuje tuż przed nami to słyszymy go dopiero gdy jest na wprost nas. Wcześniej jest cisza tak jakby to był zwykły latawiec… No i go w końcu usłyszałem… :D

Ryknął niespodziewanie, tak głośno, że przewróciło mi moje wszystkie wnętrzności do góry nogami. W ułamku sekundy się obróciłem, tak samo zresztą jak kilkadziesiąt tysięcy innych ludzi. Kilkutonowy potwór zbliżał się do ziemi pod dużym kątem z prędkością 200-250m na sekundę. Dokładnie, na sekundę bo wszystko działo się w mgnieniu oka. On nawet nie leciał wprost na widzów… On leciał wprost na mnie :D W ostatniej chwili, kilkadziesiąt metrów nad ziemią, wykonał zwrot i wystrzelił w górę. Wszystko to nad moją głową. Wyobrażacie sobie ten huk gdy jego ogromny silnik odrzutowy był skierowany dokładnie na mnie i wszedł pewnie na maksymalne obroty aby unieść to cielsko w górę? :) Ja poczułem tylko miłe ciepło na twarzy i zapach ropy :) Wszystko odbyło się na tak ekstremalnie niskiej wysokości i tak blisko mnie, że syn mojego brata już pewnie w myślach żegnał się z tym światem bo znaleźliśmy go potem na ziemi. Upadł ze strachu :D

To były niezapomniane chwile ;) Oczywiście na pokazach jest wyznaczona strefa bezpieczeństwa i nad publicznością nie wolno latać ale wariat, który siedział za sterami F-16 miał to chyba głęboko w poważaniu ;) Za co zresztą, wstyd się przyznać, jestem mu bardzo wdzięczny :)

Niestety ta sielanka nie trwała wiecznie. W 2007 roku dwa samoloty z grupy Żelazny zderzyły się w powietrzu, trzeci minął ich o włos. Sam widziałem ten manewr w ich wykonaniu przynajmniej kilka razy. Zawsze mijali się „na grubość lakieru”. Tym razem się nie udało…

Momentu zderzenia nie widziałem, na dwie sekundy przed planowanym minięciem się mknących 300km/h samolotów spojrzałem w inną stronę. Ale ułamek sekundy po kolizji widziałem już rozprute wnętrzności obu maszyn i wyrzucone w powietrze ciało jednego z pilotów. Przez głowę przebiegało mi tylko „Otwórz spadochron, otwórz spadochron” ale obawiam się, że wtedy nie było go już wśród żywych. Potem cisza, szybujące części samolotów i po chwili syreny służb ratunkowych. Tak skończył się pokaz Air Show 2007 w Radomiu.

Piszę o tym wszystkim bo właśnie przeczytałem krótką informację na jednym z portali, że nadal nie ma oficjalnej przyczyny tej katastrofy. Niestety wiele wskazuje na to, że błąd popełnił Lech Marchlewski, założyciel grupy Żelazny i bardzo doświadczony pilot. To miał być jego ostatni lot, postanowił, że „Kończę te wygłupy. Pora zacząć życie na ziemi”.

Zdjęcia pochodzą z dailymail.co.uk. Mój aparat odmówił mi posłuszeństwa zaledwie kilkanaście minut wcześniej (w domu pomogło zwykłe formatowanie karty pamięci). Mam jednak nagrania wideo i zdjęcia z poprzednich minut pokazu.

Na koniec fajny artykuł „Los ściga lotnika” o Lechu Marchlewskim, który leciał w środku podczas tego pechowego manewru odwróconej rozety.

Marsz Lotników

Lotnik – skrzydlaty władca świata bez granic
Ze śmierci drwi, w twarz się życiu głośno śmieje
Drogę do nieba skraca, przestrzeń ma za nic
Smutek mu z czoła pęd zwieje.

Jak równo silnik gra, jak śmiało śmigło tnie
Już ginie pośród chmur najśmielszych orłów niebotyczny ślad
Nie straszny mrok i mgła, nie straszny wiatr, co dmie
Jesteśmy od Ikara mędrsi o tysiące lat.

Czasem silnika konie ogniem się rozpalą
Przyczajone śmigło przetnie spadochronu śliską nić
Męczy się mózg i dłonie, serca w piersiach walą
Bośmy młodzi, chcemy zwycięstw, chcemy żyć!!!

A jeśli z nas ktoś legnie wśród szaleńczych jazd
Czerwieńszy będzie kwadrat – nasz lotniczy znak
Znów pełny gaz – bo cóż, że spadła któraś z gwiazd
Gdy cała wnet eskadra pomknie na szlak.

A tych, co pozostali trwoga nie przenika
Radość skrzydła nam rozwija, nie przeraża z śmigieł krzyż
Nigdy nie ścichnie w dali mocny głos silnika
„Lecieć, a nie dać się mijać” – zawsze wzwyż!!!

Zawrót, korkociąg śmiały i linek wycie
I wyrównanie aż się zgięły kwiaty jasne
Krąg ziemi oszalały ginie w błękicie
Pięć części świata za ciasne!!!

Srebrne Kościuszki kosy lśnią na maszynie
Kształt rogatywki na gwiaździstym tle sztandaru
Łączą się krajów losy w braterskim czynie
Krew za krew, naród za naród.

Leć, w górę, znaku nasz!!! Nie trzeba wcale słów
Skrzydlaty klucz do sławy drzwi odmyka – orła mamy hart
My Polski czujna straż, husarii dawnej huf
Nie ścichnie nigdy mocny głos silnika – hej – na start!!!

Dodaj komentarz

1 odpowiedź dla tego wpisu

  1. jdk napisał:

    Witam! Bardzo ciekawy opis. Sam byłem już na czterech pokazach w Radomiu, ten ostatni też widziałem i wypadek – niestety – również. Dziś już znana jest bliżej przyczyna. Bardzo szkoda tych dwóch wielkich pilotów, ale chyba takie jest życie. Najważniejsze, że Air Show 2009 znów odbędzie się w Radomiu! Zapraszam i zapraszam czasem na stronę http://kochamradom.pl oraz mój blog http://kluzinski.blox.pl

Odpowiedz



Podobne wpisy: